Budowa hali w praktyce

O realizacji inwestycji podczas pandemii i o przyszłości budownictwa przemysłowego CEO firmy Ocmer Robert Westland opowiedział redakcji Strefy Biznesu.

Robert Westland

Został Pan prezesem firmy Ocmer 1 stycznia 2021 roku, w środku pandemii. W jakiej sytuacji rynkowej przejął Pan kierowanie przedsiębiorstwem?

To był trudny czas, ale na szczęście branża budowlana w pandemii nie napotkała aż tak dużych przeszkód. Prace budowlane mogły iść dalej, choć oczywiście trzeba było zachować dodatkowe środki ostrożności. Na przykład ludzie musieli dojeżdżać do pracy większą liczbą samochodów, trzeba było utrzymać odpowiednie odległości między pracownikami, zapewnić im możliwość mycia i dezynfekcji rąk.

Na samym początku pandemii był oczywiście strach – lockdowny zdezorientowały nie tylko społeczeństwo, ale też inwestorów. Woleli wstrzymać się z decyzjami i zobaczyć, co będzie dalej. Ale po 4-5 miesiącach gospodarka odmroziła się. Inwestycje idą dobrze, jednak ceny szaleją, brakuje ludzi i materiałów. Sytuacja poszła całkiem w drugą stronę. Gdy w styczniu 2021 roku zacząłem kierować firmą, powoli się normowało. Dopiero w drugiej połowie roku pojawiły się problemy z materiałami i ludźmi.

Jak obecnie wygląda sytuacja? Mówi się o braku stali, zerwanych łańcuchach dostaw. Jaki to ma wpływ na pracę firmy Ocmer?

Sytuacja na rynku stali powoli zaczyna się uspokajać, choć ceny są nadal wysokie – dwa razy wyższe niż przed pandemią. Ale za to jest kłopot z innymi materiałami i aspektami: na przykład cement jest prawie niedostępny, moce produkcyjne są zbyt małe w stosunku do popytu.

Jak Pan radzi sobie w takiej sytuacji?

W przypadku trudności konieczna jest otwarta rozmowa z inwestorem. Na szczęście wszystkie media sygnalizują problemy na rynku i inwestorzy zdają sobie z tego sprawę. Ale jest trudno, bo albo budowa zaczyna się później, co jest niewygodne dla inwestora, albo przeciąga się, co dla odmiany jest niewygodne dla nas. Mamy na przykład zaplanowany czas budowy na sześć miesięcy, a jeśli przedłuży się do ośmiu z przyczyn niezależnych od nas, to inwestor to zrozumie, ale my musimy wypłacić pracownikom pensje za dwa miesiące więcej.

Czy pandemia wpłynęła jakoś pozytywnie na rynek hal? Może są „zamawiane” większe gabarytowo, by zachować dystans społeczny?

Inwestorzy nie patrzą w ten sposób. Zakładają, że ograniczenia są tymczasowe, pandemia wkrótce się skończy i dystans społeczny nie będzie już potrzebny. Widać jednak większy popyt na hale, bo pandemia napędziła branżę e-commerce. Ludzie zaczęli częściej kupować z dostawą do domu. Potrzebne są większe magazyny, a nasze hale świetnie nadają się do tego celu. Producenci decydują się na budowę nowych obiektów lub rozbudowę dotychczasowych hal produkcyjno-magazynowych.

Jak widzi Pan przyszłość swojej branży?

Tak jak wspomniałem, branża e-commerce szybko się teraz rozwija, ale porównując Polskę do innych krajów Unii Europejskiej widać, że nasz rynek nie jest jeszcze zbyt rozwinięty. To oznacza, że w najbliższych latach będzie się rozwijał i powstawać będzie wiele nowych hal. Ten rynek jest bardzo przyszłościowy.

Jest jeszcze drugi pozytywny aspekt pandemii. W czasie jej trwania firmy zaczęły zastanawiać się, czy na pewno warto produkować w Chinach lub Indiach, skoro wystarczyła pandemia, by zerwane zostały łańcuchy dostaw. Produkcja w Europie skraca czas transportu. Nie wymaga też kontenerów, które obecnie są bardzo drogie. Ładuje się po prostu towary na samochody ciężarowe i wiezie z Polski do Holandii czy Francji. Można więc spodziewać się, że część produkcji będzie wycofywana z krajów Dalekiego Wschodu i umieszczana w Europie Centralnej, między innymi w Polsce i na Węgrzech. Spotkałem się z takim zjawiskiem już dwa lata temu, jeszcze przed pandemią. Firma reklamowa przeniosła produkcję z Azji do Polski, bo czas oczekiwania na towar był dla niej zbyt długi.

Robert Westland

A jakie nowe trendy pojawiają się w konstrukcji hal?

Kierunkiem, w którym chcemy się rozwijać i widzimy dodatkowy potencjał, są hale drewniane. Jako jedyni w Polsce należymy do holenderskiej grupy Janssen de Jong i nasza siostrzana spółka już takie hale buduje, tworzy nawet biurowce z drewna. Sądzę, że w Polsce też będzie na nie popyt. Polska będzie musiała przestawić się na gospodarkę zamkniętego obiegu i budowanie w sposób neutralny dla środowiska. A pamiętajmy, że produkcja cementu jest bardzo energochłonna i ślad węglowy jest dużo większy niż w przypadku budynku z drewna.

Drewniana hala to rzeczywiście coś nowego. Jak jest ona wykonana?

Stosowane obecnie kolumny żelbetowe lub stalowe można łatwo zamienić na drewniane, tak samo jak stalowe dźwigary. Konstrukcja powstaje więc w całości z drewna. Zostają jeszcze obudowy i dachy, które obecnie trzeba jeszcze wykonywać ze stali, ewentualnie na dachu montuje się membrany PCV.

Hale drewniane są ładniejsze niż tradycyjne?

Uważam, że tak. Mają naturalny wygląd. Byłem ostatnio w drewnianym biurze w Holandii. Marzyłbym, żeby w takim pracować! Jestem przekonany, że w Polsce takie rozwiązania też się spodobają. Świadomość ekologiczna bardzo szybko rośnie. Wystarczy przypomnieć sobie, jak duże protesty były w ostatnich latach w sprawie klimatu.

W takim razie czy są jeszcze jakieś inne nowinki ekologiczne?

Kolejne rozwiązania to fotowoltaika montowana na dachach hal oraz wyposażanie hal w pompy ciepła. Już to stosujemy. Prawie we wszystkich halach, które obecnie budujemy albo montujemy od razu panele fotowoltaiczne na dachu, albo konstrukcja hali jest tak obliczona, żeby inwestor w przyszłości mógł ją zamontować.

Jak Pan widzi rozwój firmy na najbliższe lata?

Postanowiliśmy skupić się na dużych inwestycjach. Obecnie minimalna powierzchnia dla hali budowanej przez firmę Ocmer to 2 tys. mkw. Chcielibyśmy też być pierwszą firmą, która będzie stawiać w Polsce hale o konstrukcji drewnianej. Szukamy pierwszego klienta, który będzie nastawiony na tyle ekologicznie, że skłonny będzie zapłacić nieco więcej, by mieć przyjazną dla środowiska halę z drewna. Powstanie wtedy obiekt referencyjny, który będzie można pokazać kolejnym klientom. Korzystając tylko z wizualizacji i zdjęć z Holandii, trudno przekazać zalety takiej konstrukcji. Łatwiej zaprosić potencjalnych klientów do gotowego obiektu, który mogą zobaczyć i przy okazji porozmawiać z właścicielem.

Robert Westland

Czyli przyszłość widzi Pan w jasnych barwach?

Tak. Generalne wykonawstwo obiektów przemysłowych to przyszłościowa branża.

W tej sytuacji planuje Pan zwiększyć zatrudnienie?

Obecnie zatrudniamy 28 osób. To na przyszły rok powinno nam wystarczyć, ale chciałbym sukcesywnie rozwijać firmę i co roku zatrudniać nowych ludzi.

Co jest najtrudniejsze w kierowaniu firmą, a co w tym pomaga?

Najtrudniej zapanować jest nad sytuacjami, gdy z dnia na dzień zmieniają się przepisy. W tej sytuacji trzeba iść do przodu i powoli te zmiany wprowadzać. Na szczęście mam rewelacyjną kadrę i bardzo dobry zespół. Pracownicy to kapitał tej firmy.

Mówił Pan kiedyś, że zatrudnia sporo kobiet...

Tak i to nie tylko w biurze. Nawet na placu budowy na co dzień pracują teraz trzy kobiety. Radzą sobie świetnie. Nie dają za wygraną, nawet jeśli jakiś mężczyzna próbuje nie traktować ich poważnie.

Co je przyciąga do pracy na budowie?

To świetna branża, w której od razu można zobaczyć efekty swojej pracy. Zaczyna się budowę na pustym polu, a sześć miesięcy później stoi tam fabryka, która produkuje kartony lub samochody. Też mi się to bardzo podoba. Patrzeć na coś, co tak szybko rośnie. To niesamowite.

Potrzebny Ci projekt hali przemysłowej i szukasz niezawodnego generalnego wykonawcy, który kompleksowo zajmie się obsługą Twojej inwestycji?
Jesteśmy firmą o ugruntowanej pozycji, zajmującą się usługami projektowo-budowlanymi.

FaLang translation system by Faboba
Facebook logo
Linkedin logo